
Tekst: Paweł Gąsienica-Samek
Gdzieś w Polsce, jesień 2026. Siedziba nowoczesnego studia gier na telefon — w domu Prezesa. Za oknem szaro, wszystko mokre, bo padał deszcz. Zmierzch.
Zespół rozproszony: po covidzie mało kto siedzi w jednym biurze, każdy pracuje zdalnie, ze swojego miejsca. Większość nigdy nie widziała się na oczy.
Jest niedziela. Ludzie mają wolne. Za to Prezes ciśnie…
Robimy jedną grę, ale w planie każdy jej etap ma być osobną grą w innym gatunku, a łączyć je ma jedna droga. Na razie gotowy jest jeden etap.
Popołudnie
17:35. Prezes zbiera zespół: „zbudujmy zespół — kogo potrzebujemy w zespole, by można było zapuścić nocną pętlę testowo?”.
Opowiada, że grę widział już jego syn: „nawet mu się podobało, mówi, że by odpuścił po 10 poziomie z powodu nudy”. I od razu stawia termin, jak to prezes:
— Może w nocy byście zrobili wersję 0.99?
0.99 to prawie skończona gra. Na jedną noc.
Koordynator, czyli ten, który pilnuje całego procesu, się stawia: wersja 0.99 obiecuje prawie gotową grę, a tego jedna noc nie dowiezie. Proponuje na rano wersję 0.2. Prezes nie oponuje.
17:39. Zespół jest zrekrutowany. Dochodzą: Strażnik treści, który pilnuje, żeby gra niczego nie dopisała do materiału źródłowego, Projektant, który rozpisuje etapy, Budowniczy, który pisze kod, i Tester, który gra i mówi, gdzie jest nudno. Do nich Weteran, który buduje tę grę od pierwszego dnia i rysuje do niej ilustracje. O 18:55 dochodzi jeszcze Skryba, który prowadzi dokumentację.
Pracować będą w nocy, każdy o swojej godzinie. Wszystko, co robią, trafia do jednego wspólnego repozytorium, czyli folderu, który pamięta każdą zmianę. Główną wersję gry może naraz zmieniać tylko jeden członek zespołu. Mówimy na to klawiatura: kto ją ma, ten pracuje, reszta czeka.
18:04. Prezes pyta Koordynatora:
— A jeśli chodzi o ciebie, to będziesz nadzorował noc? Czy idziesz spać? Bo może coś trzeba będzie zarządzić?
Koordynator nie idzie spać. Rozpisuje sobie 9 kontroli, od 18:39 do 06:50.
18:11. Prezes: „no to jak rano będzie sukces, to szukam finansowania”.
19:37. I jeszcze, na drogę: „wykażcie się jakoś współpracą w ramach zespołu i odkrywczością”.
Na noc jest jedna zasada: do 7 rano nikt nie pisze do Prezesa. Prezes pisze, do kogo chce. Rano czeka raport i najwyżej trzy sprawy do decyzji.
Tak wyglądała pierwsza noc nowego zespołu. Godziny, liczby i cytaty są z zapisu w repozytorium.
Wieczór
20:54. Prezes pisze do Koordynatora:
— A w komunikatorze, jak napiszę jakieś polecenie, to ono zostanie podchwycone do zrobienia przez kogoś?
Odpowiedź jest krótka: do teraz nie. Ci, którzy pracują w nocy, czytają tylko skrzynkę poleceń w repozytorium. Komunikatora nie widzą.
20:57. Trzy minuty później jest most: co 10 minut wiadomości z komunikatora same przechodzą do skrzynki.
21:00. Pierwszy test. Prezes pisze w komunikatorze: „[…] pierwszy test komunikacji poprzez komunikator, pawiany wchodzą na ściany”.
22:17. Do komunikatora wchodzi nowa osoba: „cześć :)”. O 22:24 Prezes odpisuje: „chłopaki w nocy będą robić :-) rano zobaczymy, co wymodzili”.
22:29. Weteran ma gotowy nowy etap, ale nie wnosi go do gry. Prezes pyta:
— A czemu nie scalasz?
Weteran tłumaczy: do głównej wersji wolno mu wejść tylko wtedy, gdy do następnej zmiany zostało ponad 35 minut. Tyle nie ma.
— Nie no, 15 minut na scalenie. Scalaj.
O 22:34 nowy etap jest w grze. Zasada zmieniła się w jednym zdaniu Prezesa.
22:43. Prezes otwiera grę i pyta, gdzie jest nowy etap, bo „odpaliłem i tam jest ta stara gra”. Koordynator podaje drogę i zapisuje sprawę na rano: strona główna wciąż otwiera starą wersję.
22:46. Klawiaturę bierze Projektant. Do 22:57 rozpisuje karty dziesięciu kolejnych etapów: co gracz ma poczuć, jedna mechanika tylko tego etapu. I tabelę, w której każdy etap ma inny gatunek. Oddaje klawiaturę po 11 minutach.
Noc
Za oknem całkiem ciemno. Świeci latarnia. W jej świetle spada liść.
23:45. Tester kończy pierwsze przejście. Gra w przeglądarce ustawionej tak, jakby była telefonem. Przeszedł wszystkie etapy, każdy za pierwszym razem, w 7 do 34 sekund. Zero błędów. A jednak raport jest o nudzie: ocena spada już od drugiego etapu, a od siódmego nie ma niczego, czego gracz by już nie widział. Budowniczemu zostawia trzy poprawki.
00:28. Koordynator czyta to przed zmianą Budowniczego i jedną poprawkę skreśla. Zmieniałaby starą grę, a Prezes powiedział wieczorem: „niech ona tam w sumie taka będzie, jaka jest, jej nie usuwamy”. Jednej sprawy Koordynator sam nie rozstrzygnie: w starej grze jest etap, który według materiału źródłowego nie powinien mieć ani punktów, ani groźby, a ma jedno i drugie. Zapisuje propozycję na rano: wyłączyć.
00:31. Do 7 nikt nie pisze do Prezesa. Ale Prezes nie śpi. Widzi propozycję i odpisuje:
— Co? No, tak.
Koordynator dopytuje.
— Tak, wyłączyć 22.
Decyzja z porannej listy zapada w środku nocy.
00:33. Klawiaturę bierze Budowniczy. W 35 minut stawia pięć nowych gier, każdą w innym gatunku: palindrom układany z klocków, taśmę, na której kwestie przesuwają się pod głowicą, prześwietlony pokój, w którym palcem domykasz przesłonę, lustrzany labirynt i wieżę z zer, którą wyważasz palcem albo przechylając telefon. Po drodze wyłącza etap, o którym przed chwilą zdecydował Prezes.
I sam psuje jedną ze swoich gier: komentarz w kodzie uciął resztę linii i gra nie kończyła się jak trzeba. Nikt tego nie widzi. Sześć minut później błąd jest naprawiony, a w meldunku stoi: „po drodze sam zepsułem koniec [gry] i naprawiłem po 6 min — w meldunku, bo był na żywo”.
01:09. Weteran pracuje na swojej gałęzi, czyli osobnej kopii, która nie rusza głównej wersji. Jego test robi się czerwony: wciąż szuka starego wejścia do gry, którą pół godziny wcześniej przebudował Budowniczy. Poprawia test. Zielony.
02:02. Pierwsze z trzech okien Weterana: 15 minut na wniesienie do gry ilustracji, które narysował w nocy. Zajmuje mu to 2 minuty.
02:21–03:29. Budowniczy wraca dwa razy i stawia sześć kolejnych gier, wśród nich teleturniej „wyżej czy niżej”, łamigłówkę rysowaną jedną linią, łapanie pętli na taśmie, pochód przepuszczany przez bramę pojedynczo i kwadraty w ramie, w której jedno miejsce zostaje puste.
04:21. Tester przechodzi całą drogę drugi raz. Wszystko da się ukończyć, zero błędów. Nuda zaczyna się teraz od trzynastego etapu, nie od drugiego: pierwsze dwanaście to dwanaście różnych gier. Zostawia trzy poprawki.
05:17. Budowniczy robi dwie z nich w pięć minut. Napis w jednej z gier był ledwo czytelny na jasnym niebie, więc dostaje ciemny podkład. W innej stopklatka pokazywała nie tę klatkę. Przy okazji wychodzi, czemu poprawki nie trafiały na stronę same: plik wdrożenia nie obejmował katalogu z nowymi grami. Trzecia poprawka, własna gra dla trzynastego etapu, zostaje niezrobiona. Zabrakło czasu.
06:23. Skryba przepisuje dokumentację tak, żeby mówiła, co jest rano, a nie co było wieczorem.
07:01. Koordynator bierze klawiaturę ostatni, z rachunkiem. Porównuje wszystkie 16 pozycji nocy z tym, co naprawdę leży w repozytorium i w testach. Zgadza się 16 z 16. Znajduje jedno przeoczenie: nikt w nocy nie podbił numeru wersji gry, choć zmiany było widać. Wydaje wersję 0.3 sam i dopisuje regułę: zmiana widoczna dla gracza to nowa wersja w tej samej zmianie.
07:09. Raport. Noc odbyła wszystkie 16 pozycji. 11 nowych gier, razem 12 etapów ma już własną grę. Na górze trzy sprawy do decyzji.
08:55. Prezes rozstrzyga wszystkie trzy.
Kto pracował tej nocy
Z całego zespołu tej nocy pracował jeden człowiek: Prezes. I on jedyny nie musiał.
Tester, Budowniczy, Weteran, Projektant, Koordynator, Skryba i Strażnik treści to nie ludzie. To agenci AI: programy, które dostają jedno zadanie i wykonują je same, każdy o swojej godzinie według grafiku. Weteran to GPT, cała reszta to Claude. Rekrutacja o 17:39 nie wymagała ani umów, ani biurek. Klawiatura nie jest z plastiku: to prawo do zmiany głównej wersji gry, które bierze się i oddaje zapisem w repozytorium. Agenci nie rozmawiają ze sobą bezpośrednio: piszą do skrzynki, a każdy czyta, co zostawił poprzedni, i dokłada swoją część.
„Chłopaki”, którzy według Prezesa mieli w nocy robić, to oni.
Nie mają uczuć ani charakterów. To, co wyglądało tu na charakter, to tylko to, co zrobili.
Co powiedział Prezes, kiedy wieczorem sam zagrał w to, co zbudowali — w części 2.
Jak to działa

Słowa po ludzku
• repozytorium — wspólny folder, który pamięta historię każdej zmiany;
• commit — jeden zapisany krok z opisem, co się zmieniło;
• gałąź — osobna kopia, na której praca idzie bez ruszania głównej wersji;
• scalić — wnieść pracę z gałęzi do głównej wersji;
• klawiatura — nasza nazwa prawa do zmiany głównej wersji; ma je naraz tylko jedna rola;
• wdrożenie — wystawienie nowej wersji w internecie;
• emulacja telefonu — komputer udaje telefon, żeby grę dało się przetestować bez niego.
Szukamy finansowania
Proces chodzi: role startują same, przekazują sobie klawiaturę i meldują się w skrzynce. Cel: studio, które robi gry w ten sposób. Szukamy finansowania.
Kontakt: pawel@gasienica-samek.pl.
Kolejne części serii „Zespół hybrydowy” — we wtorki rano.
Tekst przygotował Claude na podstawie projektu. Słowa układa maszyna, wsad daje człowiek.